Blog

Jak sobie radzić z nadmiarem informacji ?

Z pewnością nie mogło Ci umknąć drogi czytelniku, że w ostatnim czasie, a mam tu na myśli ostatni kwartał 2020 r., dzieje się co najmniej bardzo dużo. Chociaż nie ! Powiedzieć, że dzieje się „bardzo dużo” to jakby nic nie powiedzieć. „Bardzo dużo” to chyba ten stan, który ma miejsce na co dzień w dwudziestym pierwszym wieku. Obecnie dzieje się tak wiele, że sięgając pamięcią wstecz – a to mogę zrobić mniej więcej do roku 1990 ponieważ wcześniejsza część mojego życia była nieco mniej świadoma – nie jestem wstanie przypomnieć sobie drugiego takiego momentu. Cóż, byli talibowie, były grypy ptasie i świńskie, ale jednak nawet biorąc łącznie wszystkie tamte wydarzenia nie sposób porównywać ich do tego co dzieje się obecnie.

Łatwo „się wkręcić”

Może jest to nieco zaskakujące – przynajmniej jeśli weźmiesz pod uwagę, że jestem prawnikiem – ale nigdy nie należę i nie należałem do „fanów” śledzenia wszelkich możliwych bieżących wydarzeń. Oczywiście, są takie kwestie, które mnie interesują, a tym samym śledzę je nie od dziś, są też takie, które interesują mnie mniej, ale powinienem być z nimi na bieżąc niemniej, powiedziałbym, że jedną z moich zasad jest dawkowanie sobie ilości informacji, które do mnie docierają wierząc w to, że i tak ze znaczną większością z nich nie będę w stanie zrobić zbyt wiele. Cóż, nie każdy chce wiedzieć wszystko jako pierwszy i nie dla każdego taki „real time” przekaz jest idealny. Niestety, zasady ogólne często spotykają się ze swoim wyjątkiem. Mówiąc krótko – niekiedy łatwo „się wkręcić”.

Obecnie wiele się dzieje w prawie, więc to ewidentnie ta domena, którą śledzić powinienem i chcę. Było tak, że najpierw wróciliśmy do cotygodniowych zmian w kontekście obostrzeń covidowych, które śledzić muszę bo co oczywiste to część mojej pracy. Mam też zresztą świadomość, że obecnie niemal każdy co najmniej „zerka” co się tam pozmieniało – nie sposób wyobrazić sobie żeby kogoś nie dotykały one w ogóle –  ale w przypadku prawników sprawa wygląda inaczej i wymaga to zdecydowanie wyższej responsywności. Cóż, są konferencje, ale tam są raczej ogólniki, gdzie mi jest potrzebna wiedza z pierwszej ręki, czyli z aktów prawnych a nie z plansz na ekranie, gdzie padają najważniejsze informacje. Problem w tym, że jedynie część osób ma świadomość – co wcale mnie nie dziwi – że to nie te plansze, czy wystąpienie premiera tworzy nowe regulacje, a finalnie jeszcze mniejsza część osób wie, że często te realne regulacje są co najmniej inne niż te, które finalnie są wydawane przez właściwe władze. Następnie moją responsywność wzmagają milion zupełnie zasadnych pytań od Klientów, którym trzeba wyjaśnić, że na ten moment trudno cokolwiek powiedzieć ponieważ brak jest jeszcze tekstu aktu prawnego. To jest jednak ten moment, kiedy człowiek zaczyna bardzo na bieżąco śledzić, czy ten tekst się pojawił i zaczyna na to poświęcać całkiem sporo czasu. Zaczyna się sprawdzanie Dziennika Ustaw w celu zweryfikowania, czy już aby może nie doszło do publikacji, jeśli tam nie ma informacji to jest jeszcze Rządowe Centrum Legislacji, a gdy tam okazuje się, że proces legislacyjny na etapie przygotowania projektu się zakończył, jednak wbrew temu co być powinno brak dostępności tekstu tego projektu zaczyna się dalsze szukanie. Tu oczywiście wchodzą wyszukiwarki, social media itp. a finalnie jeszcze powrót do kroków poprzednich, bo przecież jak nie sprawdzimy to nie wiemy, czy coś się nie zmieniło. Koło się kręci i przyspiesza. Responsywność na poziomie 1000% jest odpalona.

Ok wiem, że mój przykład jest może obcy dla wielu z Was, szczególnie dla tych, którzy nie są prawnikami lub księgowymi, ale …. Zastanów się proszę ile Ty spędzasz czasu żeby być w pełni na bieżąco. Czy nie wpadasz w podobną pętle ?

Cóż, problem polega na tym, że można się wkręcić w to aby być na bieżąco problem jednak w tym, że może to przybrać postać działania mającego na celu bycie na bieżąco, a nie robienia tego co jest do zrobienia.

Rób co jest do zrobienia

W tym właśnie cały problem. Łatwo się wkręcić w to, aby być na bieżąco, tylko pytaniem otwartym jest na ile opóźnienie o godzinę lub dwie w naszej wiedzy na dany temat będzie miało realne znaczenie. Można zresztą to pytanie postawić inaczej – na ile poświęcanie czasu na bycie na bieżąco uniemożliwia nam podejmowanie realnych działań ?  Pytanie nie jest proste, ale za to szczególnie aktualne w dzisiejszych czasach, a jedynie pretekstem do niego będzie to co dzieje się obecnie. Nie jest bowiem tak, że wcześniej nikt nigdy nie poświęcał całego swojego czasu i energii w to żeby w ramach danych wydarzeń mieć najbardziej aktualną wiedzę. Nie od dziś powstaje więc pytanie czy takie działanie jest warte czasu, który na nie poświęcamy.

Moim zdaniem przede wszystkim zacząć trzeba od tego, żeby najpierw ustalić jaką rolę „realnie gramy” w danej sytuacji. Oczywistym jest przecież, że w przypadku dziennikarza, który dodatkowo zajmuje się newsami jego rolą jest właśnie to żeby być na bieżąco tak bardzo jak to tylko możliwe. W przypadku większości innych branż priorytetem jednak jest dla nas robić to co jest do zrobienia, a nie to aby te kilka chwil przed innymi wiedzieć rzeczy, które właśnie się wydarzyły i to kosztem zaniechania innych swoich obowiązków. Dla większości, czego nie zmienia nawet obecna dynamika życia, zrobienia tego co realnie jest kluczowe „tu i teraz” w dalszym ciągu pozostaje priorytetem! Niestety, tak jak pisałem – łatwo się wkręcić i łatwo o tym zapomnieć.

Trzymaj nerwy na wodze

Przyznam, że za czasów pierwszej fali pandemii i pierwszego lockdownu było mi zdecydowanie łatwiej utrzymać odpowiedni dystans do tego co się działo. Do tego stopnia było to dla mnie łatwiejsze, że nawet jako Kancelaria stworzyliśmy swoją pierwszą książkę Prawo dla Biznesu. E-commerce  , co przecież wymagało znacznego nakładu pracy i skupienia. Tym razem jednak, szczególnie od momentu, w którym zaczął się dodatkowo #Strajkkobiet utrzymanie takiej równowagi nie było dla mnie wcale łatwe. Dodam zresztą, że w dalszym ciągu nie mogę powiedzieć, że takim pozostaje, choć od pewnego momentu – o czym napiszę niebawem – stało się to dla mnie zdecydowanie łatwiejsze.

Problem z byciem responsywnym i chłonięciem wszelkich najnowszych wiadomości jest bowiem dalej idący niż można by przypuszczać. Jeśli już się w coś „wkręcimy” to często stajemy się zdecydowanie bardziej nerwowi. Dążenie do zaktualizowania naszych informacji, obawa przed tym, że coś przegapimy, czyli tak zwane FOMO (fear of missing out), wzbudzają w nas poczucie lęku, który – przynajmniej na moje obserwacje – wywołuje co najmniej podenerwowanie, a niekiedy agresje. Cóż, nie twierdze że w epicentrum pandemii powinniśmy być spokojni jak stoik (choć możemy), ale z pewnością „podnoszenie sobie emocji” też nie jest wskazane. Niestety, kiedy zaczynamy być responsywni, a dodatkowo włączamy w to skrupulatną analizę social mediów, czy nawet mediów tradycyjnych, które w takich momentach raczej tylko podsycają nasze emocje to trudno nie być nerwowym. Z jednej strony sytuacja jest stresująca, z drugiej jednak nie mamy na nią większego wpływu. Ponadto jesteśmy wewnętrznie zobligowani do jej bieżącego śledzenia przez co …. cóż, jest to swoisty pat, który nie pozwala nam na zaprzestanie bycia responsywnym.

Co zrobić ?

Cóż, nie mam na to złotego lekarstwa. Oczywiście dużo by mówić o detoksie cyfrowym, równowadze cyfrowej i tym podobnych kwestiach, ale to trochę za duże słowa jak na mnie. Z rzeczy przyziemnych proponuję żebyś zaczął od tego żeby uzmysłowić sobie sytuację. Jak będziesz już mieć świadomość, że jednak nieco zbyt wiele czasu poświęcasz na to żeby „być na bieżąco” z tym czy jesteś na bieżąco to jesteś już dalej niż w połowie drogi. Podkreślę jednak, że nie chodzi mi tu bynajmniej o to żebyś uświadomił sobie, czy jesteś na bieżąco z wydarzeniami, czy daną sprawą. Problem powstaje realnie wtedy kiedy chcesz wiedzieć, czy – mówiąc półżartem – jesteś na bieżąco z byciem na bieżąco.

Następnie dobrze jest zacząć od rzeczy najprostszych. Nie chodzi mi tu jednak o rzeczy „tak duże” jak  to żeby zupełnie odciąć się od social mediów. Dobrze jednak by było, gdyby udało Ci się je drastycznie je zredukować. Cóż, dobrym bodźcem do tego może być chociaż zweryfikowanie tego ile  czasu na nich spędzasz – choćby w przybliżeniu – bo gdy dowiesz się, że jest to kilka godzin dziennie być może zaczniesz szybko dochodzić do wniosku, że nie jest to bynajmniej najlepiej spędzony czas. Wyjście z social mediów nie jest bynajmniej równoznaczne z tym, że przestaniesz być na bieżąco. Swoją wiedzę zacznij po prostu czerpać z nieco bardziej rzetelnych miejsc.

Kiedy już zredukowałeś socjale i wybrałeś sobie portal do śledzenia tego co się dzieje na świecie warto też ustalić godziny kiedy będziesz sprawdzać newsy.  Cóż, jeśli coś ma Ci pomóc w tej ciężkiej decyzji to zastanów się co realnie się stanie jeśli nie będziesz jako pierwszy wiedział o zmianach, nowościach i tym podobnych. Jeśli odpowiedź brzmi „nic” koniecznie to zrób. Jeśli odpowiedź jest inna postaraj się znaleźć sposób na maksymalne zautomatyzowanie śledzenia informacji, która Cię interesuje. Wiem, nie są to żadne odkrywcze rady, ale szczególnie w dzisiejszych czasach takie proste ograniczenie impulsywnego śledzenia wszystkiego co się wydarza, a w zasadzie wszystkiego co jest na ten temat publikowane – bo czasami nie ma to nic wspólnego z tym co realnie się dzieje – może  bardzo korzystnie wpłynąć na to, że staniesz się zdecydowanie mniej responsywny co finalnie może jednak bardzo korzystnie wpłynąć na poziom Twojego zadowolenia i efektywności !

A na koniec tego tekstu powiem tylko tyle, że mam pełną świadomość, że świata on bynajmniej nie zmieni, ale jeśli chociaż na chwilę zatrzymałeś się i zastanowiłeś czy czasem nie śledzisz bieżących wydarzeń tylko po to żeby je śledzić to i tak będzie mój duży sukces !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *