Blog

Roztrenowanie

Ponoć roztrenowanie jest nieodłącznym elementem każdego treningu. W zasadzie mogę powiedzieć, że powoli zaczynam dowiadywać się tego na własnym przykładzie ponieważ aktualnie przechodzę je przymusowo ze względu na kontuzję. W kontekście sportu temat ten dopiero poznaję, natomiast dzięki niemu nabrałem nieco więcej jasności w pewnym szerszym kontekście. O co jednak chodzi ? Spieszę wyjaśnić !

Maksymalny wysiłek !

Jeśli chcemy coś osiągnąć to bez dwóch zdań, poza nielicznymi wyjątkami, które jedynie potwierdzają regułę powinniśmy w to włożyć całkiem sporo pracy ! Co więcej, kilka razy już o tym wspominałem i moim zdaniem najczęściej będzie to praca zupełnie dalej idąca niż ta, którą pierwotnie zakładaliśmy. Niewiele jest takich osób, które są w stanie przewidzieć wszystkie przeciwności losu, które je spotkają, a tym samym za zwyczaj musimy mierzyć się z jeszcze większą ilością przeszkód niż zakładał nasz optymalny scenariusz.  Fakt, jeśli dobrze piszemy czarne scenariusze to realnie przeszkód możemy spotkać mniej niż w tych scenariuszach zapisaliśmy, jednak mało kto aż tak dobrze przewiduje rzeczywistość żeby okazywała się ona potem mniej niesprzyjająca niż wynikało to z planów. Najczęściej jest tak, że dążąc do celu – oczywiście jeśli robimy to z powodzeniem – wkładamy w to cały swój wysiłek i to nie przez dzień, czy tydzień, ale przez znacznie więcej czasu. Co jednak najważniejsze, przez „cały swój wysiłek” powinniśmy rozumieć nieco więcej zadań, zajęć, czy wyzwań niż jesteśmy w stanie przewidzieć przed rozpoczęciem działania.  Co więcej, finalny sukces najczęściej poprzedza praca, której nikt realnie nawet nie widzi, a która musi być wykonana żeby cel został osiągnięty ! Z tego właśnie powodu, tak często błędnie szacujemy ilość rzeczy, które będziemy mieli do zrobienia przez co maksymalny wysiłek to prawie zawsze więcej niż pierwotnie zakładaliśmy.

Czy w miarę drogi do celu powinniśmy ten cel przesuwać dalej ?

Cóż, jeśli tak mocno pracujemy dążąc do celu to często dzieje się tak, że finalnie go osiągamy. Wtedy jednak powstaje pytanie, co robić dalej ? Jesteśmy przecież „mocno nakręceni” po odniesionym sukcesie i najczęściej będziemy „chcieć więcej”. Są też oczywiście i tacy, którzy po dotarciu do wyznaczonego celu lubią osiąść na przysłowiowych laurach i nie podejmować żadnych dalszych działań.

Jeżeli działasz w sporcie lub biznesie to najczęściej jeśli droga do sukcesu przesadnie bardzo nas nie poturbowała to po osiągnięciu będziemy w stanie, który będzie nas zachęcał do „sięgnięcia po więcej”. Zresztą, często będzie i tak, że nawet jeśli finalnie droga do celu poturbowała nas całkiem mocno to i tak będziemy chcieli iść dalej bo po osiągnięciu tego co sobie zamierzyliśmy niewątpliwie będziemy w tym momencie, w którym najlepiej widać efekty naszej pracy. Cóż, oczywiście zasada ta nie dotyczy wszystkich, ale nie będę ukrywał, że trudno mi się „wczuć” w jej alternatywę i zatrzymanie się za raz po osiągnięciu celu bez jakiejkolwiek chęci na dalsze działania.

Czy jednak podejście sprowadzające się do zdobywania celu za celem jest dobre ?? Czy finalnie powinniśmy przeć dążąc do osiągnięcia kolejnych celów ? A może po osiągnięciu jednego celu warto się na chwile zatrzymać ? Cóż, mądrzyć się nie zamierzam, bo myślę że bardzo często na tym polu podejmowałem złe decyzję. Niemniej, mogę powiedzieć, że podjąłem też kilka dobrych.

Odrobina refleksji

Obawiam się, że najgorszą wiadomością jest ta, że nie ma jedynej słusznej odpowiedzi na to właśnie pytanie choć wydaje mi się, ze pewien kierunek dostrzec tu możemy. Przede wszystkim warto rozróżnić dwie sytuacje. Jedna to taka, gdy celem jest dla nas osiągnięcie określonego rezultatu, który jednak mierzymy w odniesieniu do nas samych. Druga dotyczy wszystkich tych sytuacji, w których celem jest – mówiąc wprost – „przegonienie konkurencji”, albo przekroczenie czyjegoś osiągnięcia. W tym pierwszym wariancie wydaje mi się, że zdecydowaniem lepszym rozwiązaniem jest, aby po osiągnięciu celu choćby na chwilę przystanąć. Warto czasem mieć czas i przestrzeń do tego, aby popatrzyć z dystansu na to co osiągnęliśmy. To bowiem, że „od środka” wydaje nam się, że to co osiągnęliśmy stanowi dokładnie to do czego dążyliśmy wcale nie oznacza, że tak też to ocenimy jeśli damy sobie przestrzeń, aby dokładniej to ocenić. Często może być tak, że realnie osiągnęliśmy to co osiągnąć chcemy jednak koszt tego jest niewspółmiernie większy niż przyszło nam do głowy. Choćby więc z tego powodu warto poddać odrobinie refleksji to do czego dotarliśmy.

Sprawa nie przedstawia się już niestety tak jednoznacznie kiedy mamy do czynienia ze swoistym wyścigiem, w ramach którego nie tyle chcemy osiągnąć swój cel, ale też sytuacja przedstawia się w ten sposób, że jego elementem jest wyprzedzenie innej osoby, która cały czas – równolegle do nas – realizuje własne założenia. Niemniej, także w tym przypadku warto choćby na chwilę przekazać komuś innemu pałeczkę głównodowodzącego i zweryfikować, czy z zewnątrz nasze osiągnięcia są tak samo spektakularne jak od wewnątrz. Jeśli nie czujemy, aby był to dobry pomysł aby oddać na pewien czas odwodzenie innym to warto przynajmniej poprosić kogoś o to aby przyjrzał się z zewnątrz temu do czego ten cel Cię doprowadził i dał Ci feedback.

Zmień perspektywę

Mimo, że czasem wydaje się nam, że to ciągła i nieustanna droga jest najważniejsza to jednak najczęściej okazuje się, że to ten moment, w którym przestajesz dążyć, a przyglądasz się swojej drodze niejako z zewnątrz to jeden z ważniejszych momentów Twojego działania. Brzmi to może nieco kuriozalnie, ale prawda jest taka, że nie zawsze w ruchu (działaniu) znajdziesz prawdziwą moc ponieważ ona potrafi znaleźć się właśnie w chwili zatrzymania (bezruchu).

Muszę powiedzieć, że widziałem już wiele osób, ba ! sam byłem jedną z nich, które dążą w jakimś kierunku zapominając po co to w ogóle robią. W tym przypadku jest często już chyba tylko tak, że takie dążenie ma przede wszystkim na celu odsunięcie własnych myśli od siebie i odwiedzenie swojego umysłu od chwili refleksji, która mogłaby nas doprowadzić do myśli, że być może nasz kierunek wymaga korekty.

Wracając na chwilę do analogii sportowych muszę powiedzieć, że mimo że słyszałem to wielokrotnie to jednak było dla mnie zaskoczeniem, gdy okazało się, że jeśli da się mięśniom prawdziwie odpocząć to finalnie wcale nie staną się one słabsze, a silniejsze. Cóż, przeoczyłem to w bieganiu będąc tak mocno zachłyśnięty  tym, że jestem w stanie pokonać niemal niewyobrażalne dla „zwykłego człowieka” ilości kilometrów, ale też już wielokrotnie zachłysnąłem się działaniem także w życiu zawodowym i tu także przeoczyłem kwestie finalnie ważne. W tym ostatnim kontekście, miałem niewątpliwie momenty kiedy prowadząc firmę zatrudniającą pracowników, którą to firmą tym bardziej należy zarządzać potrafiłem cały swój czas i energię poświęcić na pracę merytoryczną, która – co być może wielokrotnie jeszcze mnie zaboli – nie może być już moim głównym zadaniem jeśli chcę rozwiną firmę, którą w moim przypadku jest kancelaria prawna. Nawet jeśli Cię to zaskoczy to praca prawnika potrafi być całkiem przyjemna szczególnie jeśli się ją realnie lubi. W każdym razie, można niekiedy sprawność jej wykonywania przedłożyć nad kwestie, które powinny być dla nas pierwszorzędne jeśli zdecydowaliśmy się prowadzić większą kancelarię. Cóż, sprowadzając kwestię do większej ogólności, trzeba wyraźnie podkreślić, że w biznesie jest tak, że jeśli nawet najlepiej organizujesz pracę własną, a Twój zespół działa dysfunkcjonalnie to w żadnej mierze nie będzie w stanie prowadzić obsługi klienta w takim standardzie jakiego sam być od oczekiwał. Z drugiej strony, absolutnie nie jest kwestią zespołu to, że procesy nie działają tak jak powinny jeśli Ty jako osoba zarządzająca organizacją tych procesów nie stworzysz bo łatwiej jest Ci pracować nad kwestiami merytorycznymi, z których wywodzisz się jako specjalista. W takim właśnie momentach, szczególnie warto na chwile się zatrzymać i spojrzeć na wszystko w szerszej perspektywie, aby finalnie odkryć to co często mamy zupełnie na wprost naszych oczu.

Roztrenowanie.

Cóż, aktualnie jestem w trakcie drugiego miesiąca przymusowego roztrenowania, które zostało spowodowane kontuzją. Mogłem tego uniknąć korzystając z dobrowolnego roztrenowania, które swobodnie można wykonywać bez kontuzji. W kontekście biznesowym aktualnie jestem w trakcie mocnego wzrostu, intensyfikacji pracy merytorycznej, ale też w tym momencie, który wymaga zatrzymania i spojrzenia na firmę szerzej i z pewnej perspektywy. Cóż zrobić, wychodzi na to, że jednak lepiej skorzystać z opcji dobrowolnego roztrenowania, czy analizy sytuacji z pewnej perspektywy nawet kosztem spowolnienia pewnych bieżących procesów merytorycznych co jest alternatywą do oddawania się tak zwanej „bieżączce”. Pozornie bowiem ta ostatnia daje poczucie, że „coś robimy” niestety finalnie okazuje się najczęściej, że robimy dokładnie te rzeczy, które długofalowo prowadzą do tego, że robimy dokładnie nie to co do nas należy. Stan taki natomiast szkodzi organizacji, którą zarządzamy i prowadzi do większych szkód niż ewentualne wydłużenie terminów realizacji nowych zleceń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *