Blog

Czy każdą granice (bólu) należy przekroczyć ?

W sportach ultra z pozoru chodzi o to żeby przesuwać granicę bólu. Myślę, że nie tylko biegacze długodystansowi, choć pewnie szczególnie oni, mają ukute powiedzenie, że nie jest kwestią to czy będzie bolało, a to co i kiedy boleć będzie. Chcąc przesunąć swoje własne granice to przecież finalnie nieuniknione. Czy jednak faktycznie jest to cel sam w sobie ? Czy mimo wszystkich przeszkód i trudności, mimo całego bólu, powinniśmy nieustannie przeć przed siebie ? A co ważniejsze, czy takie działanie znajdzie szersze zastosowanie, czyli czy powinniśmy wdrażać je w innych obszarach naszego życia takich jak praca, czy biznes ? Po raz kolejny jako punkt wyjścia do nico szerszej refleksji stawiam więc swoje małe poletko eksperymentów, czyli biegi ultra szukając jednak odpowiedzi na znacznie bardziej uniwersalne pytanie.

Przed przejściem do meritum wyjaśnię jednak skąd u mnie ostatnio takie właśnie tematy. Prawdopodobnie z tego powodu, że usiłuje od dobrych kilku tygodni „przetrawić” swoje ostatnie niepowodzenia w startach ultra oraz to, że nie mogę obecnie biegać. Przede wszystkim jednak staram się jak najbardziej rzetelnie poszukać odpowiedzi na pytanie, czy powinienem w tym wystartować w Łemkowyna Ultra Trail 150 km, który to start jest dla mnie ekstremalnie ważny mimo, że na półtora miesiąca przed nią „zaliczałem” kontuzję i od tego czasu co prawda nie zawiesiłem wszelkich aktywności sportowych, ale z całą pewnością zawiesiłem te biegowe.

Strefa komfortu

Trochę jest tak, że sformułowanie „strefa komfortu” nie jest obecnie obdarzone przesadnie dobrą prasą. Z drugiej strony wydaje mi się, że ta zła prasa jest połączona z dużą wiedzą na temat tego czym ta dziwna strefa jest. Dla pewności wyjaśnię jednak tak prosto jak tylko potrafię, że jest to taki punkt w danym obszarze naszego życia, który jest dla nas wygodny co najmniej w tym znaczeniu, że jesteśmy w stanie zaakceptować wszystkie jego mankamenty jeśli na szali kładziemy wyjście z niego w nieznane oraz pozostanie w tym właśnie punkcie. Żeby niepotrzebnie nie komplikować na potrzeby tego tekstu wykorzystam więc to określenie chociaż sam mam „lekką awersje”, kiedy przychodzi mi je słyszeć.

Pierwotnie postawione pytanie powinno więc w tym kontekście brzmieć czy zawsze powinniśmy opuszczać strefę komfortu i zmierzać tak daleko jak to tylko możliwe !? A czyniąc to pytanie jeszcze bardziej „ultra” – czyli długodystansowym – można zadać je też inaczej: Czy zawsze po przekroczeniu jednej granicy bólu powinniśmy przekraczać kolejną jego granicę ? Żeby było jednak jeszcze bardziej zawile to powiem już na starcie, że z jednej strony w życiu do tej pory niejednokrotnie kierowałem się tą zasadą. Z drugiej natomiast strony, obecnie w kontekście sportowym jestem na etapie leczenia kontuzji, do której z dużą dozą prawdopodobieństwa doszedłem właśnie w ramach „tej metody”. Zawodowo natomiast zdecydowanie określiłbym się jako osoba, która nie chce przekraczać granicy bólu ponieważ mam pełną świadomość, że prowadzi do długofalowo do frustracji w momencie, gdy okazuje się, że każde jej przekroczenie pokazuje tylko, że tuż za nią znajduje się granica kolejna, a jej przekroczenie boli tym bardziej ! Nie oznacza to jednak, że odpowiedź na pytanie wyjściowe brzmi tak, że granicy (bólu) przekraczać nie należy ….

Gdzie granicę ma ból ?

Gdzie granice ma ból tego ewidentnie wytłumaczyć nie potrafię. Wedle mojej skromnej w tym zakresie wiedzy szukając odpowiedzi na to pytanie trzeba tylko pamiętać, że nasz mózg tę granicę komunikuje nam znacznie wcześniej niż realnie się ona znajduje. Co więcej, choć w każdej dyscyplinie życia ten punkt będzie w zgoła innym miejscu to jednak  zawsze już samo zbliżanie się do niej będzie możliwe do zdiagnozowania. Nie będę jednak szukał odpowiedzi na pytanie na które odpowiedzieć nie potrafię. Z dużą dozą prawdopodobieństwa realną granicą bólu jest śmierć, choć stoicy mówią, że nią nie ma się co przejmować ponieważ, gdy przyjdzie to nas już nie będzie. W każdym razie nie chodzi mi tu o aż tak realną granicę bólu – chodzi raczej o granicę bólu związaną z przekroczeniem naszych dotychczasowych możliwości.

Ważne jest przede wszystkim to, żeby nie utożsamiać „granicy bólu” ze wspomnianą wcześniej strefą komfortu. Innymi słowy, to że zaczynamy przemieszczać się ze znanego nam punktu do nowych wątków, kontekstów i sytuacji nie oznacza jeszcze, że zbliżamy się do granicy bólu. Tu co najwyżej możemy ten ból zaczynać odczuwać. Jego granica jest natomiast jeszcze daleko przed nami, najczęściej nawet nie uświadamiamy sobie jak daleko. Innymi słowy, sam dyskomfort związany ze zmianą z pewnością nie jest granicą tak bólu jak i niczego innego. Granica bólu jest znacznie dalej, a tu co najwyżej zaczynamy go odczuwać.

Nie spytam Cię o to, ale jeśli pomyślałeś, że wprowadzenie jakiejkolwiek zmiany w życiu to już przekroczenie granicy bólu to być może jesteś w punkcie, w którym zbyt wiele jest stagnacji. Być może też należysz do osób, które była ból z dyskomfortem. Różnica jest jednak niebagatelna, a finalnie jej dostrzeżenie co najmniej celowe.

Ból a dyskomfort

Oczywistym jest, że kolejność może być tylko jedna: aby poczuć ból najpierw musisz poczuć dyskomfort. Innymi słowy, zanim jeszcze realnie odczujesz to wszystko co na Ciebie czeka chwilę wcześniej będziesz już mógł doświadczyć „próbki” powyższego w swojej głowie, która zacznie naprowadzać nas na co raz to dalsze wyimaginowane bolączki.

Wychodzi więc na to, że dyskomfort najczęściej będziemy odczuwać wyłącznie subiektywnie, a dopiero ból będzie miał obiektywne przymioty. Dyskomfort jest jedynie w naszej głowie i jest raczej stanem urojonym, a nie realnie odczuwalnym w ciele. Ból, tak ten jest realny do granic możliwości. Dyskomfort też nie może nas zranić, a gdy czujemy ból to ewidentnie taka sytuacja może mieć miejsce. Co za tym idzie, tylko w przypadku bólu będziesz w stanie dojść do jego granic. O granicach dyskomfortu nikt chyba nigdy nie mówił, chyba że jest nią moment, gdy zaczynasz odczuwać ból.

Czy ból jest nam potrzebny ?

Ból jest nieprzyjemny ale jednak jest. Skoro więc jest to prawdopodobnie ma jakiś cel. W moim przekonaniu ból jest nam niekiedy bardziej potrzebny niż poczucie, że odnieśliśmy sukces. Zanim jednak pomyślisz o mnie źle spieszę wytłumaczyć, że absolutnie nie chodzi tu o żadną dewiację. Po prostu sukces sam w sobie uczy nas w zasadzie tylko tego jak bardzo możemy się cieszyć z osiągnięcia zamierzonego celu. Z bólu można się natomiast nauczyć granic, ale nie tylko po to żeby dowiedzieć się, że one są. Przede wszystkim po to żeby dowiedzieć się, czy możemy je przekroczyć, czy jesteśmy w stanie znaleźć drogę, która pozwoli nam je ominąć, a może po prostu jest potrzebny do stwierdzenia, że w danym momencie ta granica jest dla nas nieprzekraczalna albo że po prostu nie chcemy jej przekraczać. Każda z tych informacji zwrotnych jest dla nas istotna jednak to na ile musisz oceniać już w przypadku danej konkretnej sytuacji.

Pamiętajmy też, że niebotyczne osiągnięcia, które są znacząco poniżej naszych aktualnych możliwości w żadnej mierze nie będą nas rozwijać. Jeśli rewelacyjnie robisz coś co nie tyle nie jest dla Ciebie wyzwaniem, co bardziej jest dla Ciebie nużące i długofalowo deprymujące, ale osiągasz w tym same sukcesy to przemyśl koniecznie, czy nie lepiej dla Ciebie będzie jeśli pojawi się „krew i pot”, ale jednak chociaż zmierzysz się z jakimkolwiek wyzwaniem. To przecież zwycięstwo w wyzwaniu tak naprawdę potrafi nas ucieszyć, a nie trwanie w stagnacji choćbyśmy to robili perfekcyjnie.

Czy trzeba przesuwać każdą granicę ?

Moja odpowiedź jest chyba oczywista ! Nie ! Absolutnie nie ma takiej potrzeby !

Nie zmienia to jednak tego, że w większości przypadków to której granicy nie warto przesuwać dowiesz się dopiero w czasie jej przesuwania, albo co najmniej gdy do niej dotrzesz ! Przekładając to na mój przykład zacznę od tego, że aktualnie, nie dość, że mam kontuzję to jeszcze oczekuję na bieg, który miał być dla mnie zwieńczeniem tego sezonu. Problem polega na tym, że sam udział w tym biegu stoi pod znakiem zapytania i to nawet jeśli wyniki badań i konsultacji byłyby korzystne! Jeśli bowiem okaże się, że nie ma przeciwwskazań i mogę biec zostanie mi niespełna tydzień żeby przygotować się do biegu na 150 km ! Najgorsze jest to, że fakt czy będę mógł pobiec wyjaśni się dosłownie na kilka dni przed startem ! W każdym przypadku decyzję, że biegnę będę więc oceniał jako przekroczenie własnych granic!

Analizując tę granicę mogę powiedzieć, że jeśli nawet lekarz pozwoli mi pobiec to powstanie pytanie czy sprostam wyzwaniu po tak długiej przerwie ?! Każda z tych kwestii to kolejna granica, która może lecz nie musi być przekroczona. Tego też bym się trzymał ! Nie jest tak, że musimy przekraczać kolejne granice, ale jest tak, że powinniśmy świadomie podejmować decyzję, które granice chcemy przekraczać. W moim przypadku takimi chyba dość niemądrym przekroczeniem granicy w tym roku było nie do końca zwerbalizowane sobie samu, ale teraz jednak dla mnie dostrzegalna chęć przekroczenia 5.000 km przebiegniętych w tym roku. Wcale nie dużo mi zresztą brakuje, bo mam już przekroczone ponad 4.100 km. Jednak próba przekraczania tej właśnie granicy zakończyła się u mnie dość poważną kontuzją, o której przed chwilą pisałem. Jakiś czas temu, a w zasadzie wcale nie tak dawno, zupełnie podświadomie postanowiłem sobie, że chcę zbudować „olbrzymią” Kancelarię, choć nie do końca wiedziałem jak to zrobić i myślałem, że osiągnę to pracując co raz to więcej godzin dziennie i tygodniowo. To też skończyło się kontuzją, choć ta kontuzja nazywa się bardziej powszechnie wypaleniem zawodowym przez które przechodziłem już w swoim życiu na szczęście już zakończonym. To wszystko tylko dla tego, że zapomniałem się zastanowić po o przekraczam granicę i po prostu przekraczałem granicę ilości w danej czynności. Przestawała mieć znaczenie jakość, ale przede wszystkim sens – skupiałem się tylko na przekraczaniu granicy.

Konkludując ….

Konkludując więc warto wiedzieć przede wszystkim gdzie jest granica, którą chcemy przekroczyć oraz dlaczego chcemy ją przekroczyć. Jak jeszcze pominięcie tego pierwszego aspektu najczęściej będzie co najwyżej prowadzić nas do frustracji związanej z brakiem rezultatu przez dłuższy czas. Przecież nie będziemy świadomi dlaczego rzeczywistość stawia nam, aż tak duży opór typowy dla punktów zwrotnych, tak w tym drugim przypadku możemy stracić mnóstwo czasu podejmując działania, które po prostu nie mają sensu. Nie oznacza to automatycznie, że później będziemy żałować energii, którą włożyliśmy w dane działanie bo przecież nie zawsze tak właśnie musi być. Oznacza to tylko tyle, że niekiedy możemy żałować energii, którą włożyliśmy w dane działanie ponieważ długofalowo było ono niecelowe, nie rezonowało z naszym realnym celem i kompletnie nie prowadziło nad do tego co chcieliśmy osiągnąć. Jeśli połączymy to dodatkowo z niekiedy ponadludzką energią, którą trzeba w przekroczenie granicy włożyć może okazać się dla nas co najmniej frustrującym, że energię tę włożyliśmy dla przekroczenia granicy, za którą nawet przez moment nie chcieliśmy się znaleźć jednak przez brak dostatecznej atencji przeoczyliśmy to będąc tak zafrasowani kontynuowaniem danego działanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *