Blog

Biegi Hrabiego, czyli co (jeszcze) znajdziesz w ultra !

Dzisiaj jestem po Biegu Hrabiego, który co prawda nie był aż tak „obszerny” kilometrażowo jak ostatnie dwa moje biegi, ale w żadnej mierze nic mu to nie ujmuje ! Trasa nie była wyjątkowo techniczna, biegło się przyjemnie, bo i upał, który ostatnio nam towarzyszył lekko odpuścił. Przede wszystkim ten bieg był jednak biegiem w pobliskim Łańcucie i pozwolę sobie tu posłużyć autocytatem z odpowiedzi na pytanie zadane przez jedną z osób na Facebooku, dotyczące tego kto ten bieg biegnie, biegłem go ja i prawie wszyscy inni biegacze z okolicy.

Krótko mówiąc, Biegi Hrabiego zgromadziły naprawdę sporo osób z okolic, a mimo, że w bieganiu wcale nie siedzę od wielu lat, całkiem sporą część z nich miałem już okazję poznać ! Krótko mówiąc, przed biegiem byłem podekscytowany nie tylko samym startem, ale też i tym, że po prostu spotkam całą masę znajomych ! W zasadzie to już jest ten etap, w którym ekscytacja wcale nie odbiega znacząco od tej, którą się ma wychodząc na imprezę z dobrymi znajomymi, z którymi zawsze zabawa jest udana ! Wiadomym było, że zobaczę sporo znanych mi twarzy, ale też poznam kilka nowych osób i na pewno będę się dobrze bawił !

Co można znaleźć w ultra poza bieganiem ?

Na początku podkreślę, że nie wypowiadam się za wszystkich, a mówię wyłącznie o sobie ! To ważne, bo przecież jeśli spojrzymy na ultra z perspektywy osoby, która zajmuje czołowe miejsca w kraju to pewnie dla niech będzie to w dużej mierze kwestia wyścigu, biegu połączonego z rywalizacją na ultra dystansie ! Nie będę też twierdził, że rywalizacja nie jest czymś co zupełnie mnie do biegów ultra nie ciągnie ! Przyznam, że im dłużej biegam tym bardziej zależy mi na dobrym wyniku i co raz więcej energii wkładam w to, żeby moje bieganie nie było tylko szybkim zwiedzaniem trasy ! Nie mniej jednak, na dzień dzisiejszy o „pudle” bynajmniej nie marzę więc nie jest tak, że nic poza najlepszym czasem przebycia trasy nie ma dla mnie znaczenia. Niemniej jednak na ten moment zdecydowanie bardziej chodzi mi o poruszanie się po prostu, podziwianie krajobrazów, kontrakt z przyrodą, możliwość „poukładania sobie w głowie” i kontakt z innymi ludźmi ! To co jednak niezwykle w ultra z perspektywy dzisiejszych czasów, a przynajmniej tego jak ja je widzę, to to że można z niemal zupełnie obcą osobą porozmawiać o naprawdę wielu rzeczach bardziej osobistych niż dzisiejsza pogoda i to przez wiele, wiele godzin ! Nie wiem jak to się dzieje, ale podczas takich biegów ludzie się przed sobą otwierają w naprawdę krótkim czasie ! Być może jest to kwestia wspólnego przeżywania przygody, być może jest to kwestia innej niż codzienność sytuacji, w której się poznajemy ale niewątpliwie różnica w tym zakresie jest ! Od razu wyjaśnię, że nie chodzi tu o żadne „wywnętrzenie się” ze wszystkiego co tylko można. Najczęściej są to bardzo pouczające rozmowy, które dotyczą bardziej globalnych przemyśleń na temat życia niż jakiś konkretnych zdarzeń choć i takie potrafią się zdarzyć !

Jasne ! Nie twierdzę, że poza ultra takich się odbyć nie da, ale mam wrażenie, że właśnie tam najłatwiej taką rozmowę zacząć i wspólnie z naszym rozmówcą poszukać odpowiedzi na nurtujące nas, niekiedy niemal egzystencjalne, pytania !

Hrabia

Nie, nie będę pisał o żadnym realnym Hrabi bo i nie mam do tego kompetencji. Chcę powiedzieć, że takie właśnie bardzo ciekawe rozmowy odbyłem podczas Biegu Hrabiego w Łańcucie. Tam pierwszy raz spotkałem jednego z rzeszowskich biegaczy – Tadka „Szczęściarza” Kozieł, z którym na trasie spędziłem około dwie godziny i jego historia zrobiła na mnie spore wrażenie ! Nie będę Wam jej teraz streszczał bo jednak była to prywatna rozmowa ! Polecam natomiast śledzić Tadka „w internetach” bo niewątpliwie działa w nich prężnie i to nie tylko biegowo, ponieważ jego celem jest pokazać ludziom, że szczęście jest w naszym życiu a tylko czasami w pędzie potrafimy je przeoczyć.

Z naszej rozmowy pozwolę sobie przytoczyć tylko krótki fragment z opowieści Tadka na temat jego zmagań z Łemkowyną na dystansie 150 km, o których rozmawialiśmy ponieważ w tym roku także ja zamierzam pokonać ten dystans. Tadek ŁUT biegł już trzykrotnie, a czwarty ma zaplanowany na ten właśnie rok. Za pierwszym razem opowiadał mi o tym, że tak sam dystans jak i warunki atmosferyczne były dla niego (i nie tylko dla niego) na tyle ciężkie, że ledwo zmieścił się w limicie czasu, a gdy przekroczył metę to płakał ze szczęścia ! Kolejne dwa razy poszły mu jednak technicznie znacznie lepiej i za każdym razem poprawiał swój czas, a finalnie przyjął sobie nawet założenie, że na ostatnich 13 km nikt go nie wyprzedzi i tego celu dotrzymywał. Resztę tej inspirującej opowieści koniecznie musisz wysłuchać już od samego Tadeusza ponieważ tak jak opowiada ją on, ja nigdy nie będę w stanie oddać jego emocji ! Po cichu mamy tylko nadzieję, że jest kwestią jedynie czasu żeby Tadek zaczął nagrywać własny podcast, w którym będzie właśnie tak niesamowicie opowiadać swoją historię !

Inspiracja

To właśnie poznawanie takich osób jak Tadeusz i ich opowieści potrafi być inspiracją, którą zyskujemy dzięki ultra ! W przypadku Tadeusza chce Ci o tym opowiedzieć ponieważ jego historia zaważyła na dwóch kwestiach, które „zadziały się” jeszcze tego samego dnia ! Mianowicie, przede wszystkim jeszcze w czasie biegu mocno zmotywowała mnie ta część opowieści Tadka, w której wspomniał, że na ostatnich 13 km ŁUT założył sobie, że nikt go nie wyprzedzi i tak też się stało ! Otóż postanowiłem sprawdzić ten wariant w nieco bardziej „szklarnianych” warunkach, czyli właśnie podczas Biegu Hrabiego i muszę przyznać, że z taką dodatkowo „adrenaliną” biegło mi się naprawdę dobrze ! Co więcej, zainspirowany opowieścią Tadeusza swego dopiąłem bo poza 3 osobami z krótszego dystansu czyli 30 km faktycznie nie dość, że nikt mnie na odcinku ostatnich 13 km nie wyprzedził to jeszcze ja wyprzedziłem całkiem sporo jak na mnie osób !

Możesz powiedzieć, że przecież to nic takiego, że to nie ma znaczenia. Moim zdaniem jest jednak wręcz przeciwnie przy czym bynajmniej kwestia nie leży w tych ostatnich 13 km. Otóż przede wszystkim chodzi o to, że bardzo często staramy się znaleźć odpowiedzi, czy rozwiązań w samym sobie. Okazuje się jednak, że nie zawsze potrafimy spojrzeć na daną kwestię z odpowiedniej perspektywy i przez to nie znajdujemy rozwiązań. Jeśli natomiast takie spojrzenie, sugestię, czy nawet historię na temat pozornie niezwiązany z danym zagadnieniem zostanie nam przedstawiona przez inną osobę może to rzucić nowe światło na sytuację i przez to czy to podejmiemy w końcu określoną decyzję, czy też skorygujemy swój kurs.
Nie opowiadam Ci jednak o tym, żeby pokazać że dzięki biegom ultra możesz znaleźć inspirację do tego, aby na ostatnich 13 km nikt Cię nie wyprzedził. To jedynie przykład z mojej prywatnej rozmowy i to taki, które po prostu mogę tu przytoczyć bez wchodzenia niepotrzebnie w swoje czy Tadka prywatne sprawy ! Opowiadam Ci o tym, że przynajmniej w moim przypadku biegi ultra dają możliwość poznania nowych osób, a to daje możliwość uzyskania nowego punktu odniesienia, który niekiedy w życiu jest trudny do uzyskania. Co więcej, ze względu na fakt, że podczas takich biegów nigdy nie wiemy z kim będziemy mieli okazję rozmawiać sprawa jest tym ciekawsza, że często ten nowy punkt widzenia będzie zupełnie inny niż wszystkie, które możemy uzyskać z naszego kręgu znajomych czy rodziny ! Innymi słowy, biegnąc ultra nie dość, że możemy przeżyć przygodę to jeszcze poznać ludzi, których wiedza i doświadczenia życiowe dadzą nam nowy punkt odniesienia.

Punkt odniesienia

Odnośnie punktu odniesienia mogę powiedzieć jeszcze to, że co prawda nie mam przesadnie długiego stażu biegowego jednak już od dłuższej chwili zacząłem odczuwać potrzebę dołożenia jeszcze jednego elementu do swoich biegów. Chodzi konkretnie o element charytatywny. Tu po raz kolejny w grę wchodziła także inspiracja bo choć takie myśli chodziły mi po głowie od dłuższego już czasu, to jednak przykład Rafała Skowrońskiego, który niedawno ukończył cykl 100 półmaratonów, które biegał dzień po dniu zbierając środki na Rzeszowskie Hospicjum Dziecięce !

Finalnie i w ramach tej inspiracji, która pierwotnie była niczym innym jak tylko myślą wiercącą mi przysłowiową dziurę w głowie, dzięki kolejnym poznawanym w związku z bieganiem i nie tylko osobom, ośmieliłem się wcielić w życie. Bardzo precyzyjny plan udało się ustalić w ostatnich dniach i też pomógł mi w tym znajomy biegający ultra. Tym razem było jednak o tyle inaczej, że Tomka Majnusza, o którym teraz piszę znam jeszcze z czasów liceum i bynajmniej nie poznaliśmy się dzięki bieganiu, a dzięki temu że chodziliśmy do jednej klasy ! Otóż Tomek zaproponował żebyśmy jako trening przed ŁUT zrobili indywidualny projekt biegowy Mały Szlak Beskidzki, który ma około 137 km. Co prawda ze względu na dość „dziwny kalendarz” nad którym raczej mało kto ma pełną kontrolę od momentu kiedy poszczególne wydarzenia zaczęły być przenoszone na nowe, późniejsze, daty nie od razu się zgodziłem ponieważ musiałem zweryfikować czy aby na pewno dam rady „zmieścić w kalendarzu” kolejne wydarzenie, ale już następnego dnia mieliśmy ustalone, że biegniemy. Pomyślałem, że to będzie też idealny moment na mój pierwszy projekt charytatywny i tak od słowa do słowa razem z Tomkiem ustaliliśmy, że ten bieg dedykujemy małemu wojownikowi Filipowi, o którym więcej możesz dowiedzieć się tutaj -> https://bit.ly/2EwJ3ve . O szczegółach tego projektu oraz konkretnym przebiegu trasy opowiem Ci już niebawem, a dzisiaj chciałem powiedzieć Ci na zakończenie tylko tyle, że to właśnie biegi ultra dały mi ten nowy punkt odniesienia, który w prostej linii prowadził mnie do tego punktu, w którym pierwszy raz w życiu będę miał okazję pomagać komuś w ten właśnie sposób jak razem z Tomkiem będziemy pomagać Filipowi !

Życzę Ci więc żebyś i Ty na szlakach, którymi zmierzasz poznał ludzi, którzy zainspirują Ci do kolejnych dobrych rzeczy, które możesz jeszcze zrobić dla innych ! Tego i Tobie i sobie życzę na zakończenie tego krótkiego wpisu !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *