Blog

Nie prosiłem Cię o radę

Dzisiaj temat zupełnie niezwiązany z bieganiem. Otóż jedną z gorszych „chorób zawodowych” osób wykonujących zawód taki jak mój (dla tych, którzy tego nie wiedzą spieszę wyjaśnić, że chodzi o zawód radcy prawnego) jest przesadna łatwość w udzielaniu ludziom rad. Cóż, po co przychodzi znacząca część osób do prawnika ? Jeśli już nawet nie po radę to po rozwiązanie, gdzie różnicę przedstawiłbym w ten sposób, że tej drugiej grupy osób nie interesuje dlaczego mają postąpić w określony sposób, nie chcą zresztą nawet wiedzieć co powinni zrobić, a ich oczekiwaniem jest, żeby było zrobione tak jak trzeba. Tym samym, w tej czy innej formie, mój zawód praktycznie można by sprowadzić do udzielania porad. Taki styl pracy to rzecz jasna nie tylko domena prawników. Obecnie znaczna większość działalności usługowych wiąże się z doradzaniem, radzeniem, udzielaniem wskazówek, a przynajmniej wyjaśnianiem.
Żeby tego było mało, że praktycznie we wszystkich usługach radzi się lub doradza to w kontekście naszego pięknego kraju nad Wisłą warto dodać i ten element, że naszą narodową cechą jest – obawiam się – przesadna skłonność do udzielania jeśli nie rad to co najmniej porad. Oczywiście, jak łatwo zgadywać, nie stawiam tej tezy w oparciu o jakiekolwiek przeprowadzone przeze mnie działania, ale jeśli się co do tego mylę to musisz wiedzieć, że błąd tej opieram na tym co widzę na co dzień i stawiam tę tezę na podstawie otaczającego mnie świata.
Powiem więc, że co prawda (nie) radzę Ci czytać dalej, jednak czy rada ta będzie dla Ciebie dobra będziesz mógł to ocenić dopiero, gdy przeczytasz ten tekst do samego końca.

Dać radę

No właśnie, zawsze można „dać radę”. Szczególnie komuś. Można mieć wrażenie, że dać komuś radę jest nam po prostu zdecydowanie łatwiej niż dać sobie radę z czymkolwiek co dotyczy nas. Bo przecież, gdy patrzymy na daną sytuację z dystansu, bez emocji, być może nawet ozięble to możemy łatwo przekalkulować co byśmy zrobili i podjąć tę najlepszą decyzję „w głowie”, a nie „w realu” jak miałoby to miejsce, gdyby kwestia ta dotyczyła naszego życia.
Rzecz jasna, kiedy dajemy komuś radę to za zwyczaj chcemy wyjść na osobę mądrą, być może nie inteligentną, ale przynajmniej mądrą życiowo. Co jednak zabawne i mówię to także w kontekście siebie samego, często nasze rady są tego rodzaju, że sami nie do końca bylibyśmy zadowoleni z ich otrzymania. Oczywiście u każdego może sprawa wyglądać zupełnie inaczej. Dla jednego dobre są rady w stylu „nie przejmuj się”, a dla innego potrzebny jest szczegółowy plan działania, który powinien wdrożyć w danej sytuacji. W jednym przypadku, czy co do określonej osoby, dobrą będzie rada żeby czymś się nie przejmować, a kiedy indziej, że jednak powinniśmy pewne sprawy przemyśleć bardziej doglądnie. Wszystko zależy tak od sytuacji, jak i od adresata naszych rad i ze względu na to, że jakiekolwiek uogólnienia nie wyjdą tu nikomu na dobre ten wątek pozwolę sobie na tym zakończyć.

Poradzić sobie

Jeśli nie szukać odpowiedzi na pytanie „jak radzić?” to warto zastanowić się nad pytanie „kiedy radzić?”. Pytaniem niemal podstawowym jest to jak można poradzić sobie w sytuacji, gdy mamy wewnętrzne przekonanie co do tego, że powinniśmy komuś poradzić mimo, że on nas wcale o to nie pyta i nad tym pytaniem będę chciał się skupić. Przyznam, że spędza mi ono sen z powiem od dłuższego już czasu, żeby nie powiedzieć, że od tego momentu w życiu kiedy „łącząc kropki” zaobserwowałem, że być może jest i taka zależność, że skoro ja nie zawsze chcę od wszystkich możliwych osób usłyszeć „dobrą radę” to i nie wszyscy mogą chcieć takową usłyszeć ode mnie.
Jak to jednak możliwe, że nie wszyscy chcą usłyszeć nasze wspaniałe rady ? Kierując się moim przykładem powiedziałbym, że przecież kiedy działam zawodowo, co stanowi naprawdę sporą część mojego życia, tak wiele osób chce usłyszeć ode mnie poradę, a nawet są skłonni za nią zapłacić niejednokrotnie wcale nie tak małe pieniądze. Dlaczego więc mam dylemat czy powinienem niepytany doradzać innym także w innych kwestiach ? Szczególnie jeśli sytuacja będzie tego typu, że ta porada będzie dla przykładu miała dotyczyć tematu, na którym się jednak znam. Można by postawić tezę, że taka wiedza potrafi kosztować więc każdy powinien się cieszyć, że chcemy ją przekazać za darmo.

Poradnik

Zacząłem temat, a teraz najchętniej usłyszałbym Twoją poradę jak go zakończyć. Jeśli wiesz jak odpowiedzieć na to pytanie napisz proszę w komentarzu ! Proszone rady są (niemal) zawsze mile widziane !
Spróbuję jednak sprostać samodzielnie ! Zacznę od tego, że ostatnio po raz kolejny miałem wrażenie, że chcąc komuś poradzić wyszło finalnie tak, że moje działanie można by było bardziej określić jako „wpychanie nosa w nie swoje sprawy”. Intencje miałem szlachetne, ale wszyscy wiemy co nimi można najlepiej wybrukować (jeśli nie wiemy podpowiem, że chodzi o piekło).
Zastanówmy się jak inaczej można odebrać sytuację kiedy ktoś zupełnie bez naszej woli zaczyna nam tłumaczyć co zrobiłby na naszym miejscu, na którym z dużą dozą prawdopodobieństwa jednak nawet nigdy nie był ? Jak odebrać sytuację kiedy ktoś doradza nam nie znając nawet całego kontekstu ponieważ usłyszał tylko fragment naszego problemu ?
Może być też tak, że nie każdy życzy sobie żebyśmy się przed nim otwierali jak ten poradnik w formie kalendarza, gdzie na każdej stronie napisana jest kolejna złota myśl, która ma nam pomóc ułożyć sobie życie. Może jednak ludzie oczekują czegoś innego gdy mają otrzymać radę, o którą nie prosili ? Może tym czymś jest zindywidualizowanie tej rady to ich sytuacji ?

Radzę Ci

Tak, finalnie rzekłbym, że jeśli chcemy już komuś udzielić rady mimo, że wcale nas o nią nie prosi to chociaż wzbijmy się na ten poziom zainteresowania tą osobą żeby dokładnie dowiedzieć się tego jaki realnie ma problem. Być może już wtedy będziemy mogli odczytać, czy nasza porada będzie mile, czy też niemile widziana. Jeśli ktoś kompletnie nie będzie chciał się z nami podzielić swoim problemem to z dużą dozą prawdopodobieństwa nie będzie też chciał od nas rady, która i tak może okazać się bezprzedmiotowa ponieważ nie będziemy znać całego kontekstu.
Jeśli natomiast osoba, której chcemy doradzać będzie chciała podzielić się z nami swoimi problemami to i najczęściej będzie bardziej skłonna wysłuchać naszej rady. Z czego to może wynikać ? Być może z tego, że pokażemy, że realnie interesujemy się tą osobą, a nie wyłącznie chcemy „nakarmić nasze ego” dając innym „świetne rady” i pokazując jak bardzo jesteśmy mądrzy …. Warto też pamiętać, żeby rada miała jakaś wartość, bo oczywiście powiedzieć, jak i napisać można wszystko, ale nie czyni to od razu wszystkiego mądrym, czy przydatnym.


Na zakończenie dodam tylko to, że jeśli czytasz te słowa to mogę przyjąć, że wyraziłeś zgodę na to żebym udzielił Ci rady nawet jeśli zaczynając czytać nie miałeś na tę radę większej ochoty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *