Blog

Żadna motywacja, czy inspiracja nie zastąpi determinacji …. … jednak bez nich determinacja najczęściej nie nastąpi.

Do roku 2019 r. byłem osoba pasywną sportowo. Do granic możliwości pasywną. Nie interesowało mnie nawet oglądanie sportu. Od początku 2019 r. coś się jednak zmieniło ponieważ nie opuściłem ani jednego treningu jeśli przyjąć, że trzy dniowy pobyt w szpitalu stanowił uzasadnienie i usprawiedliwienie dla chwilowej absencji. Nie żebym nigdy wcześniej nie miał w swoim życiu epizodów sportowych. Bardziej – miałem je dawno temu i można o nich było powiedzieć: „dawno i nieprawda”. Pytanie co stało się między wszystkimi poprzednimi latami, a chwilą obecną, że teraz mogę nazwać się ultramaratończykiem i wcale w tym nie skłamię. Pytanie też pozostaje otwarte jakie to może mieć dla Ciebie znaczenie jeśli nie masz nawet krzty ambicji żeby zacząć uprawiać sport, a jednak chciałbyś wyciągnąć „coś” dla siebie z lektury tego tekstu.

Motywacja, a inspiracja

Ok, muszę się przyznać, że w branży rozwoju osobistego „nie siedzę” ani od zawsze, ani tym bardziej profesjonalnie. Jestem prawnikiem, a to – obawiam się – nie kojarzy się z rozwojem osobistym. Niemniej jednak, tak się składa, że na pierwsze materiały z zakresu rozwoju osobistego trafiłem jeszcze spory czas przed tym, gdy takie określenie funkcjonowało w bardziej mainstrimowych mediach. Moja pierwsza styczność z tą tematyką sięga początku lat dwutysięcznych i była to styczność z NLP.
Spokojnie jednak, nie będę opisywał Ci ani tej historii, ani tym bardziej nie będę pisał o NLP, które obecnie ma mocno „złą prasę” i to nawet to tego poziomu, że wydaje mi się, że poglądy na jego temat bazują na najgorszych stereotypach o neurolingwistycznym programowaniu, które niewiele mają wspólnego z prawdą.


Chcę natomiast powiedzieć o czymś innym. W zasadzie od samego początku we wszystkim co samorozwojowe pojawiał się temat motywacji. Trzeba było być zmotywowanym i trzeba było potrafić się zmotywować. Oczywiście było też tak, że ponieważ nie dało się sprzedawać motywacji na kilogramy to „pod młotek” szły techniki motywacyjne. Im szybciej dawały poczucie chęci do działania tym lepiej.


Niestety, a może na szczęście, po kilku (nastu) latach motywacji wszyscy zaczęli dostrzegać, że „coś jest nie tak”. Czytaliśmy kolejne teksty motywacyjne, poznawaliśmy kolejne techniki motywacyjne, niektórzy chodzili na szkolenia, z których wychodzili pełni woli i zamiaru do działania, a część z nich nawet to działanie podejmowało. Kilka chwil później okazywało się jednak, że wszystko szło w odstawkę i na tym był koniec. Nierzadko było też i tak, że po chwili działania zaniechanie wracało z podwójną siłą. Taki motywacyjny efekt jojo.


Skoro motywacja okazywała się niewystarczająca, a niektórzy zarzucali jej nawet, że to jakieś „wadliwe narzędzie” to na sprzedaż poszła inspiracja. W zasadzie, na moje rozeznanie, było to dokładnie to samo co w przypadku motywacji tyle tylko, że obdarte z nie do końca chyba prawdziwej informacji, że po takim szkoleniu jesteśmy w stanie zmienić coś na dłużej. Informacja była raczej prosta – płacisz pieniądze za to żeby w krótkim czasie po szkoleniu mieć w sobie na tyle samozaparcia żeby zacząć. Co zrobisz później, tego dowiesz się już na innym szkoleniu.
Niemniej jednak, nawet w dobie takiego upadku motywacji jak ten, który jest obecnie nie widzę najczęściej innej możliwości jak tylko wykrzesać z siebie ten motywacyjny żar żeby być w stanie ruszyć z miejsca. Ta zasada sprawdzała się za każdym razem u mnie. Coś musiało mnie pchać do przodu i jestem wręcz przekonany że była to jednak motywacja.

Determinacja

Cóż jednak z tego, że jesteśmy w stanie zacząć dane działanie jeśli sił starczy nam raptem na kilka dni ? To trochę tak jak z dietą, na której jesteśmy przy śniadaniu, drugim śniadaniu, nawet przy obiedzie, podwieczorek to też moment kiedy ją odstawiamy, kolacja też świetnie nam pójdzie ale problem w tym, że po jej zakończeniu fundujemy sobie jeszcze kolejne pięć posiłków. Niby zrobiliśmy wszystko co trzeba było, a gdy to już było zrobione to coś poszło nie do końca zgodnie z planem. Cóż to takiego było ? Straciliśmy motywację, a może nie do końca wiedzieliśmy co zrobić dalej ?


Determinacja – rzecz wiadoma – to coś co powinno nam „wystarczyć” na dłużej niż tylko na sam początek działania. Pytanie tylko, gdzie ona realnie się kryje i jak do niej dotrzeć ? Pytanie ile musisz się przygotowywać, aby swoją zmianę przygotować w te sposób, żeby nie tylko nie brakło Ci inspiracji by chciało Ci się cokolwiek zmieniać, motywacji by zacząć zmianę, ale też i determinacji by ją kontynuować ?


To wszystko są z pewnością pytania pierwszorzędne, na które odpowiedzi poszukiwało wielu naukowców. Ja nie będę nawet usiłował udzielać na nie odpowiedzi ale mogę powiedzieć Ci kilka rzeczy, które działają u mnie. Jedną z nich jest z pewnością determinacja ponieważ bez niej niewiele w życiu bym osiągnął.

…. u mnie działa ….

Tak, tak – Twoje skojarzenie jest poprawne. Tekst powyżej to faktycznie fragment cytatu z tego nieco prawdziwego żartu dotyczącego IT. Niemożliwe, u mnie działa. Chcę w ten sposób powiedzieć, że jeśli rzeczy, o których napiszę poniżej nie zadziałają u Ciebie to znaczy, że powinieneś poszukać innych. Ja jedynie chcę się z Tobą podzielić tym co zadziałało u mnie. Co działa u Ciebie możesz sprawdzić tylko Ty ! Dwie pierwsze kwestie już za Tobą, ale są one raczej dość oczywiste.


Skoro jesteś już zmotywowany do startu z nowym wyzwaniem i masz świadomość, że sama motywacja to może być nieco mało poniżej przedstawiam Ci kilka moich tipów dotyczących kolejnych problemów, które mogą spotkać Cię na drodze do celu. Rzecz jasna, nie szukaj w tym tekście jedynych i nieomylnych rat, czy drogowskazów. Po prostu przedstawię Ci co ja robię żeby osiągnąć cel, który często w trakcie realizacji zresztą ulega zmianie.

Dokładnie się przygotuj

Może Cię rozczaruję, ale jestem orędownikiem tezy, żeby po prostu zacząć. Oj ile znam historii o tym, że zacznę jak tylko kupię to czy tamto, jak tylko przeczytam X książek na dany temat, jak tylko skończę dany kurs. Oczywiście, nie twierdzę żeby pakować się we wszystko bez przygotowania ! Oj to też nie jest moja teza. Twierdzę jednak, że w przypadku większości kwestii, gdy już myślisz o tym żeby się w nie zaangażować na poważnie jesteś w stanie po prostu zacząć je robić, a nie szukać tego co jeszcze powinieneś uzupełnić, przygotować i tym podobne zanim jeszcze ruszysz z miejsca. Jeśli jednak ruszysz z miejsca to będziesz już w trakcie drogi do celu. Czy wszystko zrobisz profesjonalnie ? Pewnie na początku nie. Czasem wręcz nigdy nie wejdziesz na poziom profesjonalny. Natomiast na pewno nie przekonasz się o tym na jaki poziom daną umiejętność jesteś w stanie „wynieść” jeśli jej nie zaczniesz w ogóle praktykować.


Nawet dzisiaj, co zresztą jest przyczyną do napisania tego tekstu, na jednej grupie dla biegaczy widziałem pytanie w stylu: jak zacząć biegać ? Odpowiedzi było bez liku, znaczna część osób zapraszała do swoich grup o bieganiu, część na blogi, jeszcze inne na YouTube, ale widziałem tylko jedne wpis, który mówił o tym żeby pytający po prostu ubrał buty i wyszedł pobiegać. Taka próba ognia bo pewnie nawet nie wie, czy chce biegać czy tylko mu się tak wydaje.


Obawiam się też, że trudno takiej próby nie podjąć twierdząc że może się to źle skończyć. Wiadomo, jeśli ktoś proponowałby początkującemu przebiegnięcie ultramaratonu faktycznie byłoby ryzyko, ale wyjść pobiegać brzmi chyba całkiem realistycznie. Możesz więc zgadywać jaka byłaby moja rada w tym zakresie. Zamiast zgadywać może jednak lepiej się stanie jeśli zaczniesz to o czym aktualnie myślisz czy to w życiu prywatnym, czy w biznesie.

Podziel zadanie na tak małe kroczki jak to tylko możliwe


Mikronawyki. Jeśli chcesz biegać to zacznij od ubierania się w strój do biegania. Biegać zaczniesz po jakimś czasie.
Tu znowu pozwolę sobie się nie zgodzić. Moje doświadczenia są w tym zakresie takie, że oczywiście nie zaczynajmy od ekstremalnego wymiaru tego co chcemy zrobić, ale nie dzielmy też każdej najprostszej nawet czynności na części. Jeśli chcesz dojść do poziomu determinacji to niestety – musisz włożyć jakiś wysiłek, musisz coś poświęcić, musisz mocno ruszyć z miejsca!


Trzymając się przykładu biegania to jeśli chcesz biegać to szczerze odradzam siedzenie w butach do biegania w domu. To raczej w oczywisty sposób nie ma nic wspólnego z bieganiem. Bieganie to wysiłek i taki wysiłek musisz włożyć żeby je zacząć. Udawanie robienia to nie robienie. Jasne, możesz zacząć nawet od 500 m biegu, możesz zacząć od szybkiego chodzenia, ale jednak jakiś wysiłek musisz włożyć. Inaczej po prostu nie zmierzysz się z tym co przed Tobą i żadne ubieranie budów w domu nic Ci tu nie da.

Przygotuj otoczenie tak żeby nic Ci nie przeszkadzało

Jasne, to bez wątpienia świetna rada ! Zrób tak bez dwóch zdań !! Pamiętaj tylko o jednym „ale”. Za zwyczaj porzucasz daną rzecz nie wtedy kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, a wtedy kiedy pojawiają się schody. Im później się one pojawią tym oczywiście lepiej, ale realne ryzyko braku motywacji jest jednak dopiero, gdy się one pojawiają.


Dlatego też poza „oczyszczeniem przedpola” przede wszystkim zastanów się co zrobisz, gdy misterny plan się posypie. Warto żebyś miał plan na taki obrót zdarzeń ponieważ dopiero wtedy pojawią się schody. Pamiętaj jednak, że tak realnie lepiej będzie Ci się myśleć nad tym jeśli już zaczniesz dane działanie – skąd możesz bowiem wiedzieć co jest problematyczne jeśli nawet nie zacząłeś robić danej rzeczy ? Skąd możesz wiedzieć co dla Ciebie okaże się problemem jeśli opierasz się tylko na relacjach innych ? Przygotowanie otoczenia jest ważne, ale nie wstrzymuj przez to swoich działań.

Zrób plan

Dobrze jest mieć plan. Najlepiej nie tylko plan A, ale też plan B. Tu jednak kolejny raz podkreślę, że ten plan realnie przyda Ci się kiedy już będziesz działać. Plan może się też zmieniać w trakcie działania bo przecież kiedy zaczynasz działać nie wiesz co może Cię spotkać. Innymi słowy, zacznij działać, a potem po prostu będziesz pracować nad planem. Po co Ci plan jeśli jeszcze nie zacząłeś ? Na tym etapie, skoro jedynie domyślasz się jak będzie wyglądać działanie, możesz co najwyżej planować jak zacząć, a czy nie szybciej będzie jednak po prostu zacząć ? Nie zrozum mnie tylko opacznie ! Nie chodzi o to żebyś wystartował z działaniem nie wiedząc nic na temat tego co będziesz robił, czy jaki jest cel Twojego działania ! „Działanie na spontanie” ma swoje granice i w przypadku większych ważnych wyzwań raczej takiego nieprzemyślanego działania bym Ci stanowczo odradzał. Niemniej jednak, nie popadaj w przesadę w drugą stronę. Jeśli czujesz, że planowanie Cię blokuję może wystarczy żebyś po prostu zaczął, a plan będzie układać się po prostu z wyprzedzeniem jednego kroku do przodu. Nawet jeśli nie znasz ścieżki w takiej perspektywie czasowej raczej zawsze będziesz mógł planować, a jeśli połączysz to z wizją, czy poczuciem celu to może być już całkiem nieźle.

Wspomóż się na trasie do celu

Wiadomo, obecnie jest tak wiele różnych specyfików, że …. jeśli zaczniesz je zażywać to różnie się to może skończyć. Nie o takim wspomaganiu chciałem tu pisać. „Specyfiki” zostawiam specjalistą, ale pamiętaj, że jednak sukces cieszy bardziej jeśli osiągniesz go bez zewnętrznego wspomagania Twojego organizmu szczególnie jeśli ten sukces miałby być na tym wspomaganiu niemal wyłącznie oparty.


Chodzi mi o drobne rzeczy, które mogą Ci pomóc. Od prosta aplikacja do nawyków, gdzie będziesz „odhaczał” każdy kolejny dzień zakończony sukcesem. Metoda pięciu zwycięstw, gdzie za „zaliczony” będziesz mógł uznać dzień tylko pod warunkiem wykonaniu pięciu kluczowych dla Ciebie kwestii. Wyzwanie, które podejmiesz wraz z inną osobą, a może po prostu papierowy kalendarz, w którym będziesz kolejno zaznaczał każdy kolejny dzień zakończony sukcesem. Technik jest tak wiele, że nawet nie podejmuję się ich wymieniać, ale pamiętaj, że przede wszystkim te techniki muszą do Ciebie pasować ! Jeśli nie dopasujesz „wspomagacza” do siebie to może być różnie. To nie sprawdzian w podstawówce – nie szukaj rozwiązania na kartce kolegi lub koleżanki. Sam skup się przez chwilę i wybierz metodę, która dla Ciebie będzie najlepsza. Jeśli jednak w dalej chwili nie masz możliwości jej wdrożyć to koniecznie zastąp ją kolejną, a nie czekaj na „bardziej odpowiedni moment”. Ten pewnie był już jakiś czas temu.
Kontynuuj

Może zabrzmi to dziwnie, ale po prostu zaprzyj się nogami i rękami i kontynuuj.


Może to trochę tak, że determinacji nie da Ci żadna technika bo musisz ją znaleźć w sobie, a może to trochę tak, że każda technika motywacyjna da Ci determinację tylko musisz pamiętać o jej stosowaniu. W każdym razie, zaprzyj się rękami i nogami i powtarzaj aż do bólu i aż do znudzenia to co ma stać się elementem nowego Ciebie, aż staniesz się nowym sobą !
Tu jednak jedna mała uwaga ! Nie zapominaj, że nawet jeśli się potkniesz to zawsze łatwiej wrócić na już obraną drogę od razu niż zaczynać wszystko od początku po latach. Innymi słowy, nie wariuj jeśli coś pójdzie nie po Twojej myśli i z tych czy innych przyczyn nie zrobisz tego co „do Ciebie należy” ! Pamiętaj, jeśli szybko się otrząśniesz z tej – wydawać by się mogło – porażki to tylko dostajesz darmową lekcję tego co nie działa, na co uważać itp. Jeśli natomiast zaczniesz oddawać się błogiemu rozpamiętywaniu, zaczniesz myśleć jak to świat był zły, że Ci się nie udało to …. Pomyśl tylko o tym jak ciężko będzie Ci wrócić na tę ścieżkę rok, czy dwa później. Być może to właśnie to przekona Cię do tego, aby jednak zdecydować się na powrót do wytrwałego powtarzania swojego nowego nawyku.

A jak to było u mnie w sporcie ?


A u mnie jeśli chodzi o sport było tak, że na początek potrzebowałem frustracji samym sobą i wyzwania, do którego dołączyłem. Brzmi trywialnie – dorosły facet i bierze udział w wyzwaniu ? Jeśli tak to widzisz to weź udział w dowolnym wyzwaniu trwającym 69 dni i składającym się z 7 wyrzeczeń oraz kilku dodatkowych „akcji”, które wcale nie wydają się łatwiejsze od głównych i podstawowych zadań. Jeśli przez ten czas wykonasz 100% z zadań tak jak ja to zrobiłem to serdecznie Ci gratuluję i stwierdzam, że możesz naprawdę wiele!


Przechodząc jednak do rzeczy, gdy startowałem głównie chodziło mi o to żeby samemu przed sobą pokazać że dam rady ! Proste, wręcz prostackie złożenie, ale zadziałało na sam początek. Dobrze jednak, że pierwszy tydzień był „testowy” bo np. wyeliminowanie wszystkich produktów z cukrem wiązałoby się z wyrzuceniem wszystkiego z lodówki. Tu jednak było pewne przyzwolenie na testy, bo i tydzień był testowy. Wtedy też zdarzyły mi się potknięcia ale to też dało mi czas na „wyłapanie” schematu, który do tych potknięć prowadził. Robiłem też co mogłem żeby było ich jak najmniej.


Nie wiem czy byłbym w ogóle w stanie się do tego wszystkiego przygotować. Co ciekawe, w dniu gdy piszę te słowa jestem akurat świeżo po wysłuchaniu podcastu, w którym jeden z biegaczy ultra, który zarazem w tym zakresie szkoli, pięknie opowiedział o tym jak często media społecznościowe usiłują nam wmówić, że pewne kwestie są trudniejsze niż w rzeczywistości są. Finalnie, szczególnie w kontekście biegania, najczęściej warto po prostu … wyjść pobiegać !


Wracając jednak do sedna, im dłużej ćwiczyłem i trzymałem się pozostałych budowanych przez mnie nawyków tym bardziej w mojej głowie powstawał plan. A to że lepiej pewne rzeczy ustawić na wieczór, a to że inne lepiej ustawić na rano. Później też przyszły kolejne kwestie, które finalnie zbudowały cały plan jak wdrożyć to co miałem zamiar wdrożyć !
Z czasem zacząłem tez dostosowywać otoczenie żeby było dla mnie bardziej sprzyjające. Oczywiście już na samym starcie pewne rzeczy zrobiłem tak żeby mi przynajmniej w sposób najbardziej ordynarny nie przeszkadzały, ale finalne dostosowanie środowiska przychodziło z czasem. W trakcie działania obserwowałem po prostu co działa, a co nie działa.


Czy się wspomagałem w dążeniu do celu ? Finalnie, z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że na tyle przemodelowałem swoje życie, że to samo stało się tym wspomaganiem w realizacji dążeń. Na bieżąco jednak trudno mi było odczuć, że tak właśnie się dzieje. Nie zawsze wszystko od razu widać jeśli patrzymy z perspektywy bezpośredniego uczestnika zdarzeń.
Kontynuowałem. Tu w szczególności przydatne okazało się monitorowanie nawyków. Czynność z cyklu – u mnie to działa ! Oczywiście były dni zwątpienia ale w ich trakcie jeszcze bardziej mobilizowałem się do tego żeby jednak „zrobić swoje” ! Minęło już ponad półtora roku od „startu”, całkiem sporo się zmieniło w zakresie tego co robię z pierwotnego wyzwania, a co zaniechałem, ale główne i podstawowe dla mnie rzeczy takie jak: bieganie, medytacja, weganizm i dieta bezcukrowa pozostały …. Reszta widać była mi potrzebna jedynie na starcie żeby jeszcze bardziej trzymać się w ryzach i nie czuć przytłoczenia, gdy bez żadnej presji przyszło mi kontynuować najważniejsze dla mnie kwestie, gdy już wyzwanie się skończyło.

Jak było u mnie w biznesie ?

Do biznesu byłem chyba jeszcze mniej przygotowany niż do biegania i zmian, o których pisałem powyżej. Na samym początku cały ten biznes był w rzeczywistości samozatrudnieniem. Może ciężko w to uwierzyć, ale zaczynając działalność w styczniu 2013 roku nie do końca nawet wiedziałem jak i w czym wystawiać fakturę VAT. Co gorsza, znajomy wystawiał je „ręcznie” w Wordzie i poszedłem jego tropem.
Patrząc jednak na moje początki z perspektywy czasu mam wrażenie, że dzięki temu, że zaczynałem swoją działalność w formule samozatrudnienia miałem czas i możliwości powoli zdobywać wiedze jak prowadzi się firmę, myśląc jednocześnie o tym, czy realnie chcę wchodzić w swój własny biznes. Tak też powstawał plan, a jedocześnie „działy się” wszystkie inne rzeczy.


Zanim jeszcze dojrzałem do decyzji, ale kiedy już czułem że własna prawdziwa firma to kierunek dla mnie pojawił się pierwszy „zewnętrzny” Klient. Tego mi trzeba było żeby zacząć uczyć się negocjacji, zacząć popełniać kolejne błędny, żeby tworzyć plan, nabywać wiedzę i umiejętności.


W końcu zapadła decyzja – „idę na swoje” i od teraz buduję swoją Kancelarię. Niestety, na tamten moment wiedziałem tylko tyle jak nie chcę żeby ta Kancelaria wyglądała. Szybko przekonałem się jednak, że to nie to samo co wiedzieć jak chcę żeby ona wyglądała. Zacząłem tworzyć otoczenie i choć z perspektywy dzisiaj wiem, że robiłem to bardzo często źle to był to etap konieczny do tego żeby przejść dalej. Być może jestem teraz nawet dla siebie zbyt krytyczny co do samych początków ponieważ choć do dzisiaj nie osiągnąłem wszystkiego co sobie pierwotnie zakładałem to bez wątpienia całkiem sporo osiągnąłem, a też przekonałem się, że wcale moim marzeniem nie jest obecnie to żeby mój biznes wyglądał tak jak go sobie pierwotnie wymyśliłem jeszcze w 2013 r. Nie żebym widział go o 180 ® inaczej, ale jednak nieco inaczej.


Choć do dnia dzisiejszego nie wiem jak można podzielić biznes na mniejsze części to jednak bez dwóch zdań dowiedziałem się, że można zajmować się jedną sprawą na raz, a nie dziesięcioma jednocześnie. Bez wątpienia pomogło mi w tym delegowanie, które jak się finalnie okazuje jest niezbędną umiejętności jeśli chcemy zrobić firmę większą niż tylko to co sami jesteśmy w stanie zrobić. Choć jest to tylko część rzeczy, które można by uznać za podzielenie zadania na części to jednak są to rzeczy ważne.
Choć nie zawsze było kolorowo, to jednak dochodowo biznes w zasadzie zawsze się spinał i kontynuuje jego prowadzenie od 2013 r. ucząc się cały czas i korygując plan. Gdybym kiedyś doszedł do przekonania, że potrzebuję jeszcze wiele więcej się dowiedzieć żeby móc finalnie założyć firmę pewnie nie miałbym jej do dziś bo w tym obszarze jest tak wiele rzeczy na które nie mamy żadnego wpływu że mówiąc najkrócej – nigdy nie będzie „dostatecznie” przygotowani, a plan musi ciągle podlegać korekcie !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *