Blog

Co daje mi bieganie

Umyślnie nie stawiam znaku zapytania na początku tytułu tego artykułu. To z całą pewnością nie jest pytanie, a co najwyżej uporządkowanie własnych myśli. Biegam dużo, może nawet bardzo dużo, choć niewątpliwie da się więcej. Nie zmienia to faktu, że przekroczyłem już ten moment, w ktokolwiek decyduje się poświęcić tak wiele czasu na rzeczy, których wcale nie musi robić jeśli nie widzi w nich żadnego sensu, czy celu. Dlatego też twierdzę, że ja nie pytam co daje mi bieganie mając na ten temat własną własny wyrazisty pogląd, który nie potrzebuje ani aprobaty, ani dowodów.
Cóż – bieganie to ani nauka, ani religia, ale jednak na tym jego etapie już nie tylko sport. To „tylko” lub „aż” bieganie. Dla tych, którzy medytują mogę dodać tylko tyle, że z całą pewnością w moim bieganiu jest dużo z medytacji. Kiedy tak biegniesz i czujesz łączność z podłożem, a Twoje myśli zaczynają koncentrować się na kontroli nad ciałem osiągam niejednokrotnie stan głębszej medytacji niż w samej medytacji.
Ostatnio temat tego co daje bieganie poruszyłem zresztą na Twetterze. Nie będę tu robił cytatów. Wydaje mi się, że te wypowiedzi mocno pomogły mi uporządkować myśli i w zasadzie wszystkie były spójne z moim podejściem do biegania z różnych momentów życia. Trochę to wygląda jak z każdą inną kwestią – zalety i wady (dobra, ja tych ostatnich w bieganiu nie dostrzegam) są te same, ale pewne z nich bardziej dostrzegamy w jednym momencie, a inne w innym.

Tym samym, poniżej znajdziesz nie tylko fizyczne aspekty tego co daje bieganie, ale też te mentalne, czy może nawet – choć może to już nad wyrost – duchowe. Zanim jednak zacznę pozwolę sobie dodać jedną kwestię. Jestem biegowym „samoukiem”, który nie korzystał nigdy z trenera. Gdy po prawie roku od rozpoczęcia mojej przygody z bieganiem wpadły mi w ręce książki uczące tego jak zacząć biegać stwierdziłem, że dobrze że wpadły mi one w ręce dopiero wtedy, bo stosując metodologię w niej zawartą być może biegałbym „już” półmaraton czyli 21 km, choć nie do końca jestem tego pewny uwzględniając rekomendację w tych książkach zawarte, gdy bez tych rad byłem już po dwóch ultramaratonach, które co prawda były jeszcze poniżej 100 km, a dłuższy z nich miał już 82 km i był po terenie górskim.

Jeszcze wyjaśnienie jedno. W bieganiu nie chodzi o to kto przebiegnie więcej. To nie jest żaden wyznacznik. Jeśli ktoś biega sprinty to raczej nie będzie „miał serce” biec w ultramaratonie, ale za to na dystansie 5 km „złamie” być może czas 15 minut co dla mnie jest niewyobrażalne. Jeśli ktoś biega 100 m to …. Ok taki sposób biegania jest mi zupełnie nieznany, więc chyba dam sobie spokój z mówieniem na jego temat.
Aha dodam jeszcze jedną kwestię. U mnie jest to bieganie. Myślę jednak, że jeśli uprawiasz jakikolwiek inny sport to możesz w zasadzie większą część rzeczy, o których przeczytasz poniżej odnieść do niego. Większą część, bo pewnie pewne kwestie będą nieco inne, ale może to Ty mi właśnie powiesz które konkretnie ?

Sprawność fizyczna

Zacznę od truizmu. Z całą pewnością jeśli biegamy to prędzej czy później staniemy się bardziej sprawni fizycznie. Jeśli bieganie połączymy z odpowiednią dietą i z odpowiednim nawodnieniem organizmu to zakładam, że sprawni staniemy się nawet wcześniej niż później.
Oczywiście bieganie to też kontuzje. Nie będę z tym dyskutował, bo to w stu procentach prawda. Czy jednak bardziej zdrowo jest być niezdrowym cały czas, czy też raz na jakiś czas mieć kontuzję ? Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest Ci znana, więc nie ma sensu tego tematu rozwijać.
Tu jednak zwrócę Twoją uwagę na jedną ważną kwestie. Jeśli tak jak ja wejdziesz w biegi ultra to raczej możesz zapomnieć o tym, że jest to zdrowe dla Twojego organizmu. Pytanie tylko, czy jest to koszt, który jesteś w stanie ponieść, albo może nieco inaczej – czy jest to koszt, który ograniczy inne niezdrowe rzeczy w Twoim życiu i finalnie bilans wyjdzie u Ciebie na plus ? Ja dla przykładu „dla biegania” rzuciłem palenie co być może jest tematem na inną okazję, ale daje mi poczucie „równowagi”, gdy pomyślę o tym czego dzięki bieganiu nie robię, a jakie koszty wiążą się u mnie z bieganiem.
Sprawność fizyczna bez dwóch zdań jest dla mnie ważnym elementem biegania bo choć co prawda w swoim życiu miewałem już momenty jej występowania to jednak przez większą jego część byłem facetem z brzuszkiem co nie koniecznie było moją wymarzoną sylwetką. Dlatego też, jedną z ważniejszych kwestii, które widzę w bieganiu to sprawność fizyczna, którą mi ono gwarantuje.

Zdrowy tryb życia

Co prawda z dużą dozą prawdopodobieństwa w dalszym ciągu są biegacze jak ten, o którym można przeczytać w świetnej książce ultramaratończyka Scotta Jurka „Jedź i biegaj”, którzy wychodząc z założenia, że i tak wszystko spalą jedzą dosłownie cokolwiek jednak obecnie to raczej margines. Inna sprawa, że raczej obecnie wszyscy zdają sobie już sprawę z tego, że zapewnienie sobie energii do uprawiania sportu to nie tylko kwestia „wrzucenia w siebie” określonej liczby kalorii. Mamy świadomość, że to także kwestia wrzucenia w siebie odpowiednich kalorii. Myślę więc, że dobrze się stało, że bieganie „zahacza” o szerszą ideologię zdrowego stylu życia.

W każdym razie, o czym wspomniałem już powyżej, biegając siłą rzeczy będziesz chciał odżywiać się nieco zdrowiej, a być może nawet zupełnie zdrowo. Z całą pewnością jednak, jeśli podejdziesz do tematu poważnie będziesz chciał odżywiać się świadomie. Jakby na to nie patrzyć to jednak jeśli jesz „byle co” nie będąc nawet tego świadom to Twoje wyniki sportowe raczej rzadziej niż częściej będą adekwatne do tego co chciałbyś osiągnąć. Jeśli jesz niekiedy i z pełną świadomością byle co to będzie już o niebo lepiej. Jeśli jednak jesz to co trzeba i nie rezygnujesz z tego ponieważ masz pełną świadomość w zakresie odżywiania to finalnie z całą pewnością przełoży się to na Twoje lepsze wyniki sportowe.

U mnie ułożyło się to w ten sposób, że obecnie w ogóle nie jem produktów zawierających cukier (cukru do herbaty czy kawy nie używałem dużo wcześniej) czego nawet nie uznałbym za dietę, a po prostu mój własny wybór i styl życia. Do tego znacząco ograniczyłem alkohol, który wcześniej … cóż, może kiedyś powiem lub napiszę o tym więcej, ale teraz w największym skrócie mogę powiedzieć, że w moim życiu było go dość sporo choć nigdy na szczęście nie przekroczyłem pewnej granicy.

Poza tym, dzięki bieganiu znalazłem w sobie na tyle dużo samozaparcia żeby wreszcie rzucić palenie. Paliłem pewnie około 16 lat z czego połowę czasu paliłem e-papierosy co jednak – do czego finalnie doszedłem nie tak dawno temu – nie robi żadnej realnej różnicy no chyba, że taką że pali się więcej. Co gorsza, wcale nie było tak, że palenie przeszkadzało mi w bieganiu. Nie czułem w żadnej mierze żeby brakowało mi powietrza, czy cokolwiek podobnego. Po prostu czułem, że nie pasuje mi ono poglądowo i wolałbym jednak rzucić. Udało mi się to po 183 dniach ograniczania palenia, niemniej jednak się udało. Z nałogiem wcale nie jest łatwo wygrać, ale jeśli masz coś „większego” i ważniejszego „do zrobienia”, coś co daje Ci siłę żeby z tego nałogu „zrezygnować” to jest ewidentnie łatwiej. Dla mnie było to właśnie bieganie.

Weganizm

Przejście na weganizm „wydzielę” ze zdrowego stylu życia, chociaż ewidentnie uważam to za jego część. Wiadomo – energia bierze się z mięsa, wiec jeśli go nie jesz to nie ma szans na to, żebyś miał siłę biegać. Słyszałem to chyba nawet z tydzień temu. Pozwolę sobie się z tym nie zgodzić, ale z drugiej strony nie namawiam nikogo do weganizmu, czy też do wegetarianizmu.

Od siebie powiem tylko tyle, że jeszcze początkiem 2019 r. o weganach i wegetarianach raczej nic dobrego powiedzieć nie umiałem. Oczywiście wiedziałem, że można się w ten sposób odżywiać, ale wydawało mi się, że jest to posiłek mocno niepełny bo skoro na talerzu mamy wszystkie składniki, które powinny leżeć obok mięsa to dlaczego tego mięsa nie dołożyć ?

Moja przygoda z wegetarianizmem, a potem z weganizmem z całą pewnością ma duży związek z bieganiem. Mam wrażenie, że gdyby nie bieganie sprawy mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Ujmę to tak – jedynie przez to, że w wyzwaniu, w którym uczestniczyłem były dodatkowe punkty za pięć dni bez mięsa zdecydowałem się podjąć próbę. Gdyby nie to raczej na 100% bym tego nie zrobił. Kto to w ogóle widział nie jeść mięsa ? Do tego jeszcze nie jeść go dobrowolnie !? Po pięciu dniach odczułem jednak, że jest lepiej. Oj, powiedzieć lepiej to skłamać – czułem się dużo lepiej, nie mówiąc już o tym, że moja waga dalej spadała, a ja biegałem co raz szybciej. Dzięki Adze nie miałem też poczucia, że jem tylko „trawę” ale o tym rozpisywać się nie będę bo przepisy możesz sobie przeczytać świetne przepisy w jej wpisach na blogu.

Potem był kolejny etap mojej podróży w świat roślinny. Od razu jednak podkreślę, że nie jest to bynajmniej kolejny etap w samym wegetarianizmie. Weganinem zostałem z początkiem października 2019 r., czyli jestem nim zaledwie 9 miesięcy. Niemniej jednak już teraz czuję się z tym świetnie, a mam wrażenie, że sytuacja polepsza się z dnia na dzień!
Do weganizmu skłoniła mnie natomiast już wspomniana książką „Jedź i biegaj” (nie, nie był to film Game changer – nie oglądałem go) i fakt, że …. rzucałem palenie. Dla tych co nigdy nie rzucali palenia powiem tylko, że gdy się to robi to człowiekowi nagle zaczyna się strasznie chcieć jeść. Do tego ma problem co zrobić z rękami. Będąc już o krok przed rzuceniem, ale będąc też pod wpływem „Jedź i biegaj” stwierdziłem, że będzie mi łatwiej nie przybrać na wadzę jeśli zostanę weganinem. W tej zmianie nie było chyba przesadnie dużo ideologii, chociaż przyroda z którą przebywałem w trakcie biegania z pewnością działała sprzyjająco. W każdym razie, choć zarówno kilogram wołowiny, jak i kilogram sera, czy kilogram marchewki ważą dokładnie tyle samo to uznałem, że łatwiej będzie mi „przepali” kilogram marchewki niż kilogram sera. Oczywiście, po rzuceniu palenia bardzo dużo podjadałem, podjadałem jednak marchewkę co finalnie nie okazało się przesadnie zgubne w skutkach i pozwoliło mi utrzymać tak wagę jak i sprawność fizyczną, a ostatecznie – skutecznie rzucić palenie. Mam poczucie, choć dowodów na to nie mam, że tak przejście na weganizm jak i rzucenie palenia zawdzięczam ewidentnie bieganiu.

Oczyszczenie umysłu

Niezależnie od tego czy biegasz w mieście, czy poza miastem bieganie pozwala oczyścić umysł. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale biegając „formatujesz głowę” tak że nawet po najcięższych momentach dnia możesz wrócić do działania. Mówię jednak o regule „za zwyczaj” ponieważ nie chciałbym żebyś odebrał moje słowa w ten sposób, że bieganie jest lekarstwem na całe zło tego świata. To z pewnością nie jest prawda i śmiem wątpić czy pomaga ono zwalczyć depresję, tak jak i raczej na pewno nie jest lekarstwem na raka, czy ostatnio tak głośny COVID-19. Są oczywiście osoby, które twierdzą inaczej jednak powiedzmy eufemistycznie, że ich teorie mogą nie bazować na faktach ….

Niemniej jednak, jeżeli zmagamy się z „normalnymi” wyzwaniami, które też niejednokrotnie potrafią przytłoczyć to bieganie może być bardzo pomocne. W jego trakcie wyładujemy pokłady nie zawsze „dobrej” energii, ale też i będziemy mieli czas na przemyślenie sobie pewnych kwestii. Czasem godzinka biegania, w trakcie której damy sobie możliwość myślenia nad określonym zagadnieniem w odcięciu od ciągłych telefonów, social mediów, Internetu i innego „szumu informacyjnego” może dać znacznie więcej niż nawet kila dni w tych „normalnych” dla nas warunkach.
Dodam tylko, że jeśli biegasz poza miastem, na łonie natury to zyskujesz w tym zakresie podwójnie. Pewnie będzie i tak, że zielony uspokaja, ale myślę, że przede wszystkim chodzi o sam kontakt z naturą. Co prawda, bieganie w mieście także daje możliwość „poczyszczenia głowy” jednak moim zdaniem więcej szans daje na to bieganie poza miastem. A może inaczej, biegając poza miastem, na łonie przyrody, głowę wyczyścisz znacznie dokładniej w krótszym czasie i na dłużej naładujesz się pozytywną energią.

W tym kontekście powiem jeszcze tylko jedną rzecz. Jeśli chcesz to biegaj w ciszy, jeśli wolisz słuchaj podcastów lub audiobooków, a jak masz ochotę to słuchaj muzyki. Myślę, że finalnie będziesz każdą z tych rzeczy „przeplatał” ale bardziej chciałem dać Ci do zrozumienia, że to nie tak, że masz biegać w pewien określony „mentalny sposób”. Myślę, że jest przede wszystkim tak, że powinieneś biegać tak żebyś Ty czuł się dobrze. Jeśli więc dla Ciebie będzie najlepiej żebyś czas biegania poświęcił na naukę czegokolwiek to tak zrób, jeśli chcesz po prostu posłuchać muzyki – też świetnie, a jeśli masz ochotę pozostać sam ze sobą to niech tak się stanie! Pamiętaj tylko o wyciszeniu telefonu i zegarka, jeśli także daje Ci znać o połączeniach. Jednaj rzeczy jestem pewny, bieganie z podłączeniem do sieci nie jest najlepszym pomysłem i nie prowadzi do „czyszczenia głowy”.

Poznawanie świetnych ludzi

Wiadomo, z każdą zajawką wiążą się nowi znajomi. Tak też jest w przypadku biegania. Patrząc po sobie – przez długi czas biegałem zupełnie sam, nikogo nie znałem, ale i tak długo nie trzeba było żeby „wejść w środowisko” i poznać innych. Za każdym biegaczem, tak jak i oczywiście za każdym człowiekiem, stoi jego historia. Te historie są niezmiernie ciekawe jeśli tylko damy im szansę. Warto też poznawać nowych ludzi a do tego szansę z całą pewnością da Ci bieganie szczególnie jeśli zdecydujesz się na udział w zawodach biegowych !

Tu też pewna uwaga, ale bazująca raczej wyłącznie na moich doświadczeniach niż na stawianiu tezy ogólnej. Raczej marna szansa na to żebyś zawiązał przyjaźnie na biegach masowych miejskich. Więcej czasu na poznanie innych osób będziesz miał na biegach pozamiejskich – trailowych. Nie będę Ci jednak opowiadał jak świetnych ludzi możesz poznać biegając, lepiej sam to sprawdź ! A jeśli chcesz przedsmak to polecam Ci podcast Black Hat Ultra, gdzie możesz posłuchać rozmów z wieloma z nich !

Medytacja

Tak jak wspomniałem na samym początku niekiedy udaje mi się w bieganiu osiągnąć stan oczyszczenia umysłu bliski medytacji. To ten moment kiedy biegnę i koncentruję się w pełni na kontroli swojego organizmu żeby dać z siebie wszystko. Nie, z pewnością nie jest to jakieś mistyczne zdarzenie.
Pewnie słyszałeś o stanie flow. To mniej więcej to uczucie kiedy robisz to co robisz na tym poziomie płynności, że sam jesteś zaskoczony, że wychodzi Ci to, aż tak dobrze! Przyznam szczerze, że jeśli w trakcie biegania osiągnę ten stan to potem realnie mam „ustawiony dzień” w mojej głowie ! Czuję, że jestem w stanie zmierzyć się z rzeczami, do których trudno mi się zabrać, że łatwiej pokonywać mi przeciwności ! To chyba moje ulubione uczucie, które czasem udaje mi się wywołać włączając sobie ulubioną muzykę, rozpędzając się przy jednoczesnym wpatrzeniu w jeden odległy punkt. Nie wiem jak to działa, ale – jakby powiedział wytrawny przedstawiciel branży IT – u mnie działa !

Powiem jeszcze, że choć nie wiem, czy to nie jest czasem ten element biegania, którego działanie jest bliskie działaniu placebo to jednak czuję, że przebiegnięcie jednorazowo dystansu 100 km zmienia „coś” w głowie. Po przebiegnięciu mojej pierwszej setki, która co dodam od razu była poprzedzona dwoma i pół tysiąca kilometrów w tym roku, poczułem, że „coś we mnie pękło”. No i nie, nie stałem się ani najbardziej uduchowioną osobą na świecie, ani nie stałem się osobą, której nic nie jest w stanie złamać. Być może za jakiś czas ustalę dokładniej co to było, ale na dzień dzisiejszy czuję, że pewne kwestie mi się po prostu przewartościowały w czasie tych 26 godzin i 33 minut biegu. Co konkretnie, czas pokaże i na pewno Wam o tym napiszę ….

Determinacja

Od razu chce położyć kłam temu co sam nieraz słyszałem. Nie jest prawdą, że jeśli przebiegniesz maraton to potem osiągniesz już wszystko w biznesie ! To bzdura i to taka „wierutna”. Jest jednak tak, że ilekroć wyjdziesz na trening mimo to, że Ci się nie chce, że pogoda jest zła, że … tu możesz sobie „wstawić” milion swoich powodów … to później będzie Ci łatwiej być zdeterminowanym także na innych polach życia. To też tak, że ile razy dociśniesz na finiszu biegu mimo, że padasz z nóg to …. Da Ci więcej energii do dociśnięcia na finiszu w biznesie !

Tu jednak też od razu pozwolę sobie wyjaśnić, że moim zdaniem od samej determinacji nie odniesiesz sukcesu w biznesie. W sporcie zresztą też nie. Niemniej jednak, zdecydowanie częściej jest tak, że jeśli jesteś zdeterminowany do działania to prędzej osiągniesz sukces niż wtedy, gdy brak Ci kompletnie samozaparcia, ale za to masz niesamowity talent. Oczywiście, nie jest to reguła, ale …. Ja na przestrzeni życia jednak pewną zależność tego typu widzę.

W każdym razie chcę też podkreślić, że determinacji nie wypracujesz jeśli biegasz tylko sporadycznie, tylko gdy masz ochotę i tylko gdy pogoda sprzyja. Determinację wypracujesz właśnie wtedy, gdy pogoda jest nieadekwatna do biegania, a Ty mimo to robisz trening, gdy nie chce Ci się ponad wszelką wątpliwość, a jednak biegasz, gdy nie wiesz jak zmieścić bieganie w grafiku i dla tego wstajesz godzinę wcześniej. Tak przynajmniej widzę to ja, a nie ukrywam, że dzięki bieganiu czuję, że jestem mocniej sfokusowany na obranych przeze mnie celach co wcale nie oznacza, że robię więcej. Wręcz przeciwnie, łatwiej jest mi zrezygnować z rzeczy zbędnych po to żeby zrobić te najważniejsze ! To też zasługa biegania.

Pewnie, gdybym nad tym wpisem posiedział kilka godzin dłużej to wymieniłbym jeszcze wiele innych kwestii, które dzięki bieganiu zyskałem. Czy Ty zyskasz te same rzeczy co ja, czy bieganie da Ci cokolwiek, czy zgadzasz się z tym co napisałem jeśli już biegasz ? Cóż dla tych, którzy jeszcze nie próbowali zachęcam spróbować, a potem podzielić się w komentarzu. Tych z kolei, którzy już biegają gratuluję i chętnie poznam Twoje zdanie !

Finalnie powiem jedno. Im bardziej moje nogi połączone są z podłożem podczas biegu tym bardziej moja głowa potrafi utrzymać mnie w ryzach, których sam chce się trzymać. Im mniej „styku z podłożem” tym bardziej życie potrafi pójść nie w tą stronę, której sam bym chciał. Czy masz tak samo …. To wiesz tylko Ty!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *